środa, 18 września 2019

Pozytywny Maraton we Wrocławiu

Odkąd biegam na zawodach sportowych czyli od 2013 roku to co roku startuję we Wrocławskim Maratonie, w zasadzie to na żadnym innym biegu nie uczestniczyłam tyle razy co tutaj. Pomimo tego, że jestem zwolennikiem biegania w terenie naturalnym to bieganie od czasu do czasu na masowej imprezie sportowej ma swoje zalety...

Wrocław Maraton

Dystans: maraton
Termin: 15.9.2019
Miejsce: Wrocław


Można to przyrównać np. do pielgrzymowania jak pielgrzymuję indywidualnie albo w kilka osób to ktoś gdzieś może mnie zauważyć i zastanowić się nad tym dlaczego pielgrzymuję i czy warto to naśladować. Podobnie jest z bieganiem, jak biegacze biegają indywidualnie albo w grupach kilkuosobowych to są słabo widoczni, ale jak się pokażą w kilkutysięcznej grupie to robi wrażenie i skłania to refleksji osoby, które z różnych przyczyn zaniedbują swój stan zdrowia. Tak, tak to trzeba sobie jasno powiedzieć najwięcej krytykuje ten kto nic nie robi. Ludzie często zasłaniają swoją bezczynność uderzając w drugą osobę żeby się do nich nikt nie przyczepił. Ile razy to różne osoby zadawały mi pytania typu: „Po co robić tyle tras Ekstremalnej Drogi Krzyżowej?” albo „Czy na pewno dobrze promujesz się w mediach?” i są to osoby, które nie dały ani jednego like czy udostępnienia na Facebooku, nigdy nie wybrały się nawet na jedną trasę i nie pomogły uzyskać zgody na powieszenie plakatu, podchodzę z wielkim dystansem do osób, które mają wiele do powiedzenia ale nic nie robią. Najbardziej cenię sobie uwagi oraz opinie samych uczestników, którzy po prostu chcą aby dzieło Ekstremalnej Drogi Krzyżowej było coraz doskonalsze. I tak po pierwszej edycji uczestniczy narzekali, że jest za dużo asfaltu na trasie tak więc poprawiłam trasę w miejscach gdzie było to możliwe aby kolejnym osobom szło się znacznie lepiej i od tej pory nikt nie miał uwag w tym kierunku...
Jednak Maraton w mieście w przeciwieństwie do EDK powinien iść asfaltem i głównymi drogami ponieważ uczestniczy liczą na atrakcje, kibiców, szum czyli na akcje. Po prostu każda grupa osób ma inne potrzeby i jeśli organizator danego wydarzenia na nie odpowie to będzie strzał w dziesiątkę, dlatego też w tym roku poszłam 2x na EDK z uczestnikami żeby przekonać się jakie są ich potrzeby, jak przeżywają to wydarzenie, jakie widzą plusy i minusy, ta bezcenna wiedza zapewne pozwoliłaby mi na wyprzedzenie konkurencji, tylko ja nie traktuję innych liderów EDK jako konkurencji. Po prostu każdy przygotowuje EDK pod inną grupę docelową a jeśli inny lider chciałby zaczerpnąć z mojej wiedzy i doświadczenia to po prostu służę pomocą. Nie szukajmy tego co nas dzieli tylko tego co nas łączy. Podobnie w bieganiu nie chodzi oto, żeby konkurować z innymi maratonami tylko trzeba znaleźć we Wrocławiu takie zalety aby zachęcić biegaczy do biegania w naszym mieście i wspólnie budować tak jak w piosence Enej „Zbudujemy dom”.
Wracając jednak do samego maratonu to przed startem zrobiliśmy wspólne zdjęcie z innymi członkami klubu oraz z tatem. Co ciekawe dopiero na wspólnym zdjęciu zorientowaliśmy się, że mamy takie same numery startowe: ja na maraton a tata na Bieg rodzinny. :-)
Szacując moje możliwości po treningach na trasie św. Józefa Oblubieńca NMP wybrałam strefę zieloną, ustawiłam się za zającem na 4:30. Powiem szczerze, że to był świetny pomysł, ponieważ zielona strefa okazała się bardzo pozytywna. Zawodnicy w tej strefie byli nastawieni na rozmowę, słyszałam jak rozmawiali między sobą, że „Najlepiej się biegnie kiedy się rozmawia, ponieważ wtedy pęcherzyki płucne lepiej pracują i czas szybciej płynie.” W wielu miejscach było słyszeć rozmowy na różne tematy i sporo śmiechu. Zajączek a w zasadzie zajęczyca :-) mówiła: „Rozluźnijcie się, nabierzcie głęboko powietrza!” czyli po prostu wyluzujcie. Słyszałam też jak mówiła innymi biegaczom o Misji Zająca: „Zając ma misję do spełnienia, jego zadaniem jest aby ludzie zdążyli coś zjeść i się napić na punktach oraz bezpiecznie i komfortowo dobiegli do celu.”. Pięknie było usłyszeć jak ktoś potrafił się zatroszczyć o grupę, którą prowadził. :-) Jest też druga strona medalu, już nieraz słyszałam, że zające nie potrafią trzymać tempa i kiedy podbiegłam do przodu do drugiego zająca usłyszałam: „Biegniemy za szybko mamy zapas czasu, ale później powoli będziemy schodzić z tempa tak żeby być o czasie.” Jak wiadomo im wolniej zaczynasz tym szybciej dobiegniesz a nie na odwrót dlatego też wyprzedziłam zająca i biegłam własnym tempem.
Na ul. Grabiszyńskiej przycisnęło mnie do toalety, weszłam na chodnik i cieszę się, że wolna toaleta a nagle ktoś do mnie krzyczy: „Odbij się!”, chwilę myślę o co temu biegaczowi chodzi a później zauważyłam, że tam była bramka czasowa tak więc wróciłam się do bramki i potem znowu do toalety ale już była jedna osoba i musiałam swoje odstać. Co by nie mówić to było bardzo miłe, że ktoś dał mi wskazówkę, bo inaczej mogłabym mieć cały maraton niezaliczony z powodu jednego punktu kontrolnego.
Kiedy tak biegliśmy razem nagle biegacz się pyta: „Czy tutaj jest punkt medyczny?”, ktoś odpowiedział: „Tak” na to biegacz: „To dobrze, bo potrzebujemy psychologa!” :-) W innym miejscu na trasie, gdzie było Dextro Energy jakiś biegacz powiedział: „Dobre to jest na następnym punkcie weźmiemy całą garść.” :-) Ja sobie wzięłam jedno Dextro Energy na zapas i zjadłam na 30 km żeby zamiast ściany mieć moc i to podziałało na moją psychikę. :-)
Duży plus dla wolontariuszy na trasie, którzy byli bardzo mili, dopingowali, uśmiechali się, częstowali nas jedzeniem i piciem, jedna wolontariuszka powiedziała: „Częstujcie się cukrem, dzisiaj wszystko jest za darmo!” :-)


To był pierwszy maraton gdzie nikt z rodziny mi nie kibicował, ale spotkałam przyjaciół i znajomych na trasie, którzy jak co roku byli niezawodni. :-) Tata pobiegł w sztafecie maratońskiej dla hospicjum i czekał na mnie na mecie. Kiedy wbiegłam na metę widziałam jak był zajęty robieniem zdjęć biegaczom, podeszłam do niego i zapytałam: „Czy zrobi mi Pan zdjęcie?”, był zaskoczony i jakiś biegacz zrobił nam razem zdjęcie na mecie. Później chwilkę poleżeliśmy na słoneczku żeby odpocząć, poszliśmy po posiłek a potem jeszcze jedno zdjęcie tam gdzie był taki krasnal z flagą i kwiatkiem. Widziałam jak biegacze robili sobie zdjęcia koło niego, ale ja stanęłam tak żeby moja głowa się zmieściła. Później zobaczyłam, że inni biegacze też tak chcieli robić zdjęcia tylko nie pomyśleli, że mają za dużą głowę i jeden biegacz nie mógł jej wyjąć co było bardzo śmieszne. :-)
Ogromnym plusem jest pakiet startowy. Świetny pomysł z napisem „I ♥ Wrocław”. :-) W ogóle to bardzo bogaty pakiet startowy: koszulka Brubeck, ręcznik, wysokiej jakości worek + szereg dodatków. Niestety wzięłam za małą koszulkę, myślałam, że się wcisnę w S, ale okazała się za mała, typowy kobiecy sposób myślenia: „Na pewno zmieszczę się w mniejszą koszulkę, ponieważ nie jestem jeszcze taka gruba.” a później okazuje się, że trzeba było wziąć większą. :-) Z tego powodu pobiegłam w starej, czerwonej koszulce co spowodowało wyróżnianie się pośród biegaczy zamiast wtopienia w tłum.

Na uwagę zasługuje medal. Niestety z powodów zdrowotnych nie biegłam Nocnego Półmaratonu, ale dałam do środka medal z WrocWalk Marathon i tak Krasnale Pielgrzymi dogadały się z Krasnalami Biegaczami, jak widać nie ma idealnego połączenia, ale Krasnale doszły do porozumienia. :-) :-) :-)



Wynik:
Czas: 04:37:25
Open: 2203/3150
Kobiety K30: 141/221
Kobiety: 294/529

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza