poniedziałek, 19 maja 2014

Królewskie bieganie

Wczoraj biegłam Cracovia Maraton w Krakowie. Jak wiadomo Kraków jest Królewskim Miastem, Maraton jest Królewskim Dystansem, niedaleko mety były ustawione duże pionki szachowe a Szachy to Królewska Gra, zatem wszystko odbyło się po królewsku. Ponieważ wszyscy jesteśmy Dziećmi Bożymi a Bóg jest Królem zatem wszyscy jesteśmy Królewskimi Dziećmi, czyli Królewskie Dziecko biegało po królewsku :-).

13 Cracovia Maraton

http://www.cracoviamaraton.pl/
Dystans: 42km
Termin: 18.05.2014
Czas: 04:46:52
Miejsce: ulicami miasta Kraków

Zacznijmy od początku dzień przed Maratonem przyjechałam do Krakowa i zwiedziłam Wieliczkę oraz Łagiewniki, następnie mieszkałam u znajomych koleżanki, którzy pokazali mi swój ślubny album. Moją uwagę zwróciły słowa: „Prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz.”, próbowałam zrozumieć te słowa i zastosować je w życiu.
Ten maraton już wcześniej postanowiłam przebiec za różne osoby o potrzebne łaski dla nich. Co 5 kilometrów inna osoba, między 30 a 35 kilometrem miałam dwie osoby, a ostatnia osoba miała dystans końcowy 2,125 kilometra. Przyznaję mając cel łatwiej mi się biegło poszczególne odcinki. Nie ukrywam, że miałam pewne problemy zdrowotne i stosując się do Galloway trochę szłam i biegałam. Kiedy dobiegałam do 30 kilometra powiedziałam sobie, że nie ma żadnej ściany i jej nie było. Myślałam, że odcinek po 30 kilometrze będzie bardzo trudny z uwagi na dwie osoby za które postanowiłam biec, ale około 31 kilometra spotkałam biegacza o imieniu Sławek, który przechodził kryzys.
Tak jak na poprzednim Maratonie w Dębnie otrzymałam pomoc od Sławka tak tym razem postanowiłam pomóc zupełnie innemu Sławkowi. Co ciekawe Sławek miał kryzys już od 25-go kilometra i chciał zejść z trasy, ale jak to powiedział biegł siłą woli. Okazało się, że Sławek nie przewidział problemów z komunikacją miejską, gdzie tramwaje zostały wyłączone z ruchu i biegł 15 kilometrów na maraton. Ponadto ubrał się w bluzę i długie spodnie utrudniając sobie życie. Trochę maszerowaliśmy ze Sławkiem, trochę biegliśmy i dużo pogadaliśmy. Sławek mówił, że ostatnio był na rozmowie o pracę i pytano go czy jest wierzący, kiedy się przyznał to nie dostał pracy. Ja mu na to powiedziałam, wcześniej nie zapomniałeś o Bogu to teraz Bóg pamiętał o tobie i okazał ci swoją pomoc w mojej osobie...
Po drodze była jedna mała dziewczynka, która czekała żeby biegacze przebili jej piątkę, ale grupka biegaczy przede mną pobiegła dalej nie zauważając jej. Widząc to podbiegłam do niej i przebiłam jej piątkę, czym ona bardzo się ucieszyła. Dzieci często stoją i czekają na reakcję biegaczy, kto wie na ile od naszego postępowania zależy czy dalej zachęcą się do biegania?
Na trasie stało też dużo ludzi kibicujących zawodnikom, części z nich starałam się dziękować, ale byli tacy co więcej dziękowali. Dla kibiców to bardzo ważne jeśli my biegacze potrafimy ich dostrzec, bo kto wie na ile nasza postawa zachęci ich do następnego kibicowania?
Od 40 kilometra pobiegliśmy wspólnie ze Sławkiem końcówkę maratonu i tak dotarliśmy do mety.
Teraz już wiem co ma wspólnego miłość z bieganiem, im więcej dajesz ludziom na trasie uśmiechu, podziękowania, własnej pomocy tym więcej otrzymujesz z powrotem, bo miłość jak bumerang wraca do rozdającego. Pod koniec biegu Sławek mi oczywiście podziękował i powiedział, następnym razem jak spotkam jakąś Anetę to też jej pomogę... :-)

Bieg ukończyłam z czasem 04:46:52 zajmując następujące miejsca:
Kategoria
Moje miejsce
Liczba wszystkich miejsc w kategorii
Ogólna
4775 5378
Kobiety
521 680
Wiekowa (K30)
242 303

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza