wtorek, 29 października 2013

Słodki maraton

Przebiegłam Maraton w Toruniu, który był bardzo słodki. Co 10 km leżały na stolikach słodkie batoniki obok bananów a na mecie czekały słodkie toruńskie pierniki. :-)

31 Maraton Toruński

http://maratontorunski.pl/
Dystans: 42,195km
Termin: 27.10.2013
Czas: 04:51:06
Miejsce: ulicami miast: Toruń, Różankowo, Świerczynki, Pigża, Brąchnowo, Biskupice, Łubianka, Świerczynki, Różankowo
 
Maraton był bardzo kameralny biegło około 700 uczestników. Część trasy wiodła przez dwukierunkową ścieżkę rowerową na skraju lasu i między polami. Tak więc towarzyszyły nam malownicze widoki, deszcz, wiatr i uśmiech. Zamierzałam zrobić życiówkę, ale wyszły problemy z moją niedoleczoną nogą, która już na początku maratonu dała mi się we znaki, w końcu to pięta Achillesa. ;) Biegłam jak umiałam najlepiej pokonując ból i trudne warunki pogodowe na trasie, ale około 35-tego kilometra nie dałam rady biec dalej. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że dojdę do mety mieszcząc się w limicie czasowym.
Biegłam dla Niny – maleńkiej dziewczynki, która miała dostać od sponsora respirator tlenu umożliwiający jej wychodzenie na dwór, jeśli 40 maratończyków zapisanych na tą akcję ukończy maraton. Biegłam też dla Ani – mojej kuzynki mieszkającej pod Toruniem, która ma niesamowity talent do biegania. Tak sobie pomyślałam przyjadę do niej, jak ona zobaczy jak biegnę maraton to odważy się wziąć udział w półmaratonie i zachęcę ją do rozwijania talentu i większej wiary we własne możliwości...
Bieg ukończyłam z czasem 4:51:06 zajmując następujące miejsca:
Kategoria
Moje miejsce
Liczba wszystkich miejsc w kategorii
Ogólna
613 664
Kobiety
52 62
Wiekowa (K30)
25 27

Patrząc na te wyniki w rankingu można by powiedzieć takie miejsce to porażka, ale w końcu sukces jest sumą porażek. :-) Jak dla mnie była to bardzo ważna życiowa lekcja pozwalająca spojrzeć na sport z innej strony. Lubię być najlepsza w tym co robię na miarę swoich możliwości. Do tej pory biegałam gdzieś pośrodku biegaczy a tym razem byłam w końcówce. Kiedy tak szłam inni biegacze mnie wyprzedzali i czym dłużej szłam tym bardziej byłam w tyle, ale jak szłam zmieniła się pogoda i świeciło słonko, przestałam się przejmować słupkami i sprawdzaniem czasu, włożyłam w ten maraton serce i chciałam go ukończyć, bo inni liczyli na mnie. Po drodze otrzymałam wiele wsparcia od innych osób, ktoś powiedział: „Dasz radę, biegniesz dla Niny!”, ktoś inny: „Nie poddawaj się!” a jeszcze ktoś: „Już niewiele ci zostało...”. Pewien pan w średnim wieku siedzący na przystanku z jakimś alkoholem, którego wiele osób nazwałoby żulem powiedział próbując mnie pocieszyć: „Ukończyłaś maraton.”, chociaż do mety było jeszcze kilka kilometrów... Na trasie porozmawiałam chwilkę z zawodnikiem, który zmagał się z silnym bólem kolana i tak w przyjaznej atmosferze doszłam do mety. Nie miałam siły wbiec nawet na finiszu, ale uśmiechnęłam się do wszystkich obecnych na mecie, uściskałam czekającą na mnie kuzynkę, wzięłam regeneracyjne pierniki i dowiedziałam się, że brakło medali, które mają dosłać pocztą. Nie widziałam już odbywającej się wcześniej dekoracji zwycięzców i tak jako przegrany szłam do domu, tzn. jako zwycięzca, bo „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.” jak powiedział św. Augustyn.
Początek Maratonu w Toruniu

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza