niedziela, 5 lipca 2015

Bieg dla Maćka

Wczoraj wystartowałam w bardzo ciekawym biegu o nazwie 3xŚnieżka=Mont Blanc. Każdy kto pokonał dystans Śnieżki 3-krotnie pokonał wysokość szczytu Mont Blanc, niesamowite porównanie. :-) Część osób pewnie się zastanawia dlaczego tytuł postu to "Bieg dla Maćka" skoro nazwa biegu nie ma nic wspólnego z osobą Maćka.

2 edycja 3 x Śnieżka = 1 x Mont Blanc

http://3razysniezka.pl/
Dystans: 57km, przewyższenie +/- 3000m
Rodzaj biegu: górski
Termin: 4.07.2015
Miejsce: Karpacz, góra Śnieżka

Otóż w sporcie i w różnych innych dziedzinach jest praktykowane wykonywanie jakiejś czynności dla kogoś, dedykowanie komuś książki, płyty oraz różnych innych utworów i nie chodzi tylko oto, że trzeba zrobić coś dla kogoś w ten sposób, że wywiesza się transparent np. "Biegnę dla..." albo dedykuję się książkę, która jest napisana "Dla tej i innej osoby", można to zrobić w zupełnie cichy sposób. Zazwyczaj każdy bieg biegnę z myślą o jakiejś osobie, organizacji czy sprawie, chociaż nie obwieszczam tego na blogu. Maciek nawet nie wiedział, że biegnę dla niego i pewnie nawet nie wie, że prowadzę bloga.
Maciek jest ode mnie o rok starszy i biega tylko rekreacyjnie, ale zdecydował się pojechać ze mną na bieg i w międzyczasie zdobyć Śnieżkę samodzielnie...
Bieg 3xŚnieżka to impreza biegowa składająca się z trzech pętli. Na każdej pętli trzeba było wystartować z Karpacza, później wbiec na Śnieżkę szlakiem wyznaczonym dla danej pętli i wrócić do Karpacza. Powrót na wszystkich pętlach odbywał się tą samą trasą. Pętle wyglądały następująco:
1 pętla - dystans 17 km
2 pętla - dystans 16 km
3 pętla - dystans 24 km
Do wyboru były 3 dystanse:
1. MINI - 1xŚnieżka -1 pętla
2. ŚREDNI - 2xŚnieżka - 1 pętla + 2 pętla
3. ULTRA - 3xŚnieżka - 1 pętla + 2 pętla + 3 pętla
Na każdej pętli obowiązywały limity czasu, w przypadku biegu ULTRA pierwszą pętlę trzeba było ukończyć w 3,5 godziny, drugą pętlę do 7 godzin, a wszystkie 3 pętle w ciągu 10,5 godziny.
Bieg był bardzo trudny z uwagi na upał panujący na trasie, pewne fragmenty trasy były pozbawione drzew, na trasie było dużo kamieni i turystów. Jedni turyści byli bardzo fajni dopingowali, życzyli powodzenia, ale na innych trzeba było po prostu uważać.
Moim założeniem było ukończenie każdej pętli w ciągu 2,5 godziny, tak więc pomimo upału bardzo się spieszyłam, pod górę starałam się szybko maszerować a z góry zbiegałam. Pod koniec 1-szej pętli w trakcie zbiegania wywróciłam się. Kobieta biegnąca przede mną cofnęła się, żeby sprawdzić czy coś mi się stało, zapytała "Czy wezwać karetkę?", ja na to, "Nie trzeba, już wstaję", no i wstałam, biegłam dalej i wzbudzałam sensację. Miałam zakrwawione kolano i obdarty łokieć, ludzie patrzyli na mnie z politowaniem i z podziwem, że jednak się nie poddaję. 1-szą pętlę dobiegłam z czasem 2 godziny 35 minut tak więc cel prawie osiągnięty pomimo przeciwności. Postanowiłam obmyć rany po 3 pętli, żeby nie tracić niepotrzebnie czasu.

Druga pętla była dla mnie bardzo trudna, samo południe, szlak był bardzo stromy i wydawało się, że kamienie nie mają końca. Chciałam się po nich wspiąć bez picia wody i odpocząć dopiero na szczycie, ale w pewnym momencie usiadłam na kamieniach i skorzystałam z wody w bidonach. Niestety nie mogłam siedzieć zbyt długo, bo muchy leciały do moich skaleczeń. Spotykałam innych siedzących biegaczy, jeden z nich powiedział, że rezygnuje po drugiej pętli i wtedy w mojej głowie pojawiła się taka myśl, że ja po tej wywrotce nie powinnam się forsować i też zrezygnuję po drugiej pętli. Wtedy wyluzowałam sobie na biegu, zaczęłam robić więcej postoi. Posiedziałam trochę na punkcie żywieniowym, gdzie spotkałam Maćka. Okazało się, że już zszedł ze Śnieżki, ale spytałam czy nie wszedłby jeszcze raz, bo ja dopiero idę w tym kierunku i poszedł ze mną. W trakcie wspinaczki Maciek zorientował się, że się przewróciłam i chciał mi udzielić pomocy, ale okazało się, że w podręcznej apteczce nie ma wody utlenionej. Kiedy wchodziliśmy na Śnieżkę ratownicy GOPR udzielali pomocy rannemu paralotniarzowi, Maciek spytał ich o wodę utlenioną i po pewnym czasie, kiedy ratownicy opanowali już sytuację z rannym jeden z nich przyszedł mnie opatrzyć. Wziął wodę utlenioną i patrząc na rany mówił, że może bolec a ja mu na to: "Jestem biegaczem.", a jak wiadomo biegacze mają zwiększoną odporność na ból. Mówię: Dobrze, że mnie opatrzyłeś, bo już muchy zaczęły się zlatywać do moich ran." a ratownik na to: "Widziały padlinę to się zlatywały.". Maciek dał ratownikowi swój bandaż elastyczny i powiedział: "Niech ją opatrzy profesjonalista.", ratownik zawinął mi nogę i dalej w drogę. Ku mojemu zdziwieniu nie czułam bólu w nodze jak się poruszałam tak więc moja sytuacja uległa poprawie. Razem z Maćkiem zeszliśmy ze Śnieżki do punktu żywieniowego i zaraz za punktem Maciek mówi, żebym biegła to zdążę w limicie czasu, ja mu na to, że limit jest 3,5 godziny na okrążenie więc liczy się czas, kiedy rozpoczęłam okrążenie, więc mam mało czasu, jednak postanowiłam walczyć do końca i spróbować zmieścić się w limicie czasu. Z resztą to jest takie przyjemnie uczucie jak się biegnie na trasie to niektórzy turyści kibicują, dodają odwagi, a jak się idzie na trasie to najczęściej nie ma reakcji, więc zawsze lepiej jak się biegnie. :-) Spieszyłam się, ale nie zbiegałam za szybko, żeby się znowu nie wywrócić tak więc, kiedy dobiegłam na metę okazało się, że przekroczyłam limit czasu na okrążenie. Pytam się prowadzącego zawody czy muszę zejść z trasy, bo jestem po limicie, a on na to, że limit na dwa okrążenia jest 7 godzin a ponieważ zrobiłam pierwsze okrążenie szybciej to mam czas i mogę kontynuować bieg.
Chwilę odpoczęłam na punkcie, ale nie miałam już za dużo czasu na ostatnie najdłuższe okrążenie. Postanowiłam jednak podjąć wyzwanie i spróbować zmieścić się w limicie czasu. Uważni czytelnicy mojego bloga zapewne się domyślają, że na tym etapie biegu nie miałam już siły biec, więc starałam się maszerować jak najszybciej potrafię. Napotkałam różne pokusy próbujące odciągnąć mnie od wyznaczonego celu. Przed wejściem na szlak jacyś mężczyźni zachęcali mnie żebym usiadła na ławeczce i poczekała aż tamci z trzeciego okrążenia przybiegną i wtedy do nich dołączę, odpowiedziałam im, że to by było nieuczciwe z mojej strony i pobiegłam na szlak. Chwilę zatrzymałam się w lesie i napiłam wody z solą, przy takim upale sól bardzo szybko wytrąca się z organizmu i można czuć się słabo, tak więc postanowiłam uzupełnić ewentualne niedobory soli, odpoczęłam i postanowiłam maszerować pod górę. Kiedy tak maszerowałam napotkałam następną pokusę, jacyś mężczyźni mówią mi: "Zejdź z trasy, bo zwycięzcy już dobiegli." Odpowiedziałam im: "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Każdy walczy z własnymi słabościami." i pomaszerowałam dalej. Następna była pokusa odpoczynku, zgodnie z zasadą: "Jeżeli widzisz kogoś odpoczywającego idź i pomóż mu.", zobaczyłam grupkę odpoczywających biegaczy i chciałam się do nich przyłączyć, ale stwierdziłam, że nie mam na to czasu. Maszerowałam tak w górę i w górę aż dotarłam do punktu kontrolnego na którym jeden z wolontariuszy wyszedł mi naprzeciw i spisał czas. Maszerowałam dalej, momentami odpoczywałam, dawałam sobie 5 minut na odpoczynek, piłam wodę i szłam dalej, tym sposobem dotarłam do punktu żywieniowego, gdzie chwilę posiedziałam. Wdrapałam się na Śnieżkę w dużej mierze przytrzymując się łańcuchów. Następnie maszerowałam schodząc ze Śnieżki, bo bałam się biegać po wystających kamieniach. Ponownie zahaczyłam punkt żywieniowy, gdzie wolontariusz uzupełnił mi bidony. Z pełnymi bidonami ruszyłam w trasę, nie miałam za wiele czasu, chyba jakąś godzinę do limitu czasu, pobiegłam piaszczystym poboczem. Później pobiegłam też po kamieniach, w pewnym momencie minęłam jakąś rodzinkę i mama powiedziała do swojej córeczki: "Zejdź z trasy, bo pani biegnie.", na to dziewczynka odpowiedziała: "Nie widać, żeby pani biegła." :-), jednak biegłam starałam się szybko poruszać do mety. Dotarłam do bardzo stromej części szlaku i dalej biegłam po kamieniach, następnie były żwirowe kamienie na których się wcześniej wywróciłam, ale biegłam też po nich. Dotarłam do miejsca, gdzie zaczynał się asfalt patrzę na zegarek pół godziny, mówię do biegaczy obok: "Zostało pół godziny do limitu czasu trzeba się spieszyć." na to jeden z nich, że "Już nie zdąży". Ja jednak postanowiłam walczyć do końca, biegłam co sił w nogach jakby to był początek biegu, mijałam kibiców, którzy mi klaskali i dopingowali, miasto nie stanowiło dla mnie przeszkody. Kiedy zbliżałam się do mety spiker powiedział: "Teraz na metę wbiega Aneta Kuczkowska 7 minut przed limitem czasu!", na mecie czekała na mnie wstęga finishera i przebiegłam tak jak zwycięzca na pierwszym miejscu, bo istotnie zostałam zwycięzcą dla siebie, kiedy myślałam, że już nie ukończę biegu w limicie czasu, nagle coś nierealne stało się możliwe.
Za mną przybiegło jeszcze 7 osób, które zdążyły zmieścić się w limicie czasu, kiedy jedna z nich wbiegała na metę speaker powiedział, że biegacze robią to specjalnie, że tak przybiegają tuż przed czasem, żeby podnieść nam adrenalinę. :-) Ja mogę za siebie powiedzieć, że nie zrobiłam tego specjalnie wolałabym być szybciej na mecie, w końcu biegłam dla Maćka.
Podsumowując mogę powiedzieć, że 10 osób dostało DNF na drugiej pętli, kolejne 38 na trzeciej pętli, w sumie bieg ukończyło 10 kobiet i 87 mężczyzn. Czasem jest tak, myślisz sobie jestem słaby, jestem na końcu, nie jestem taki super jak inni, a potem okazuje się, że dokonałeś czegoś czego inni nie potrafili, zrezygnowali na którymś etapie, poddali się bez walki, albo w ogóle nie spróbowali żeby uniknąć porażki a ty jednak spróbowałeś więc wygrałeś walkę z samym sobą.
Życzę wam wszystkich samych zwycięstw i pamiętajcie porażka jest częścią sukcesu.

Czas: 10.22:09,75
Open 90/97
Kobiety 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza